Godzina 13:28. Empik w poznańskim Starym Browarze. Szybkim krokiem podchodzę do regału oznaczonego jako "NOWOŚCI". Zniecierpliwiony wodzę wzrokiem w poszukiwaniu. Jest. Chwytam pędząc do kasy. Klient w kolejce przede kupuje to samo co ja. Nic dziwnego...
Przedpremierowo mieli przyjemność słuchać tego albumu ludzie ze Spinnera. Napisali 2 recenzje. Absolutnie niezależne. Przeczytałem je dopiero po pierwszym odsłuchu i podpisuję się pod nimi rękoma i nogami. Zdecydowanie warto było czekać 4 lata.
Solo to solo. Nie żebym nie przepadał za kolektywnymi dokonaniami, ale jednak praca wykonana wg zamysłu i pod dyktando persony mającej koncept brzmi perfekcyjnie. Trudno mu o progres. trudno o prognozę 'co dalej?" skoro jest tak dobrze. Jest bardzo przekrojowo. Pojawia się dirty south, trueschool, g-funk/laidback. Jest śpiew, krzyk, narracja. Jest talbox, korg i roland. Są sample i cięte breaki. Dużo ostrych wersów.
Zamach na przeciętność przeprowadzony doskonale.
Kupcie to.